środa, 9 sierpnia 2017

"Wiedźma opiekunka" Olga Gromyko

Pierwszy tom przygód Wolhy Rednej wywarł na mnie na tyle dobre wrażenie, że postanowiłam zapoznać się z kolejnym. I im dalej w las, tym więcej dostrzegam podobieństw z dresdenowskim cyklem Jima Butchera. Nie są to bynajmniej podobieństwa fabularne, a raczej w ogólnej konstrukcji świata i sposobie narracji (pomijam takie oczywistości, jak narracja pierwszoosobowa, obecna w obu cyklach). Obie książki maja pewne cechy, które sprawiają, że bardzo dobrze mi się je czyta. Choć, że mi się dobrze czyta, to jeszcze nie znaczy, że wszystkim.

Od wydarzeń opisanych w poprzednim tomie minęło półtora roku, Wolha musi jeszcze tylko zdać ostatnie egzaminy i już będzie wolna jako ten ptaszek. Będzie też musiała opuści zaciszne szkolne gniazdo i odlecieć w dorosłe życie. Najchętniej poleciałaby do Dogewy, w której ostatnio spędzała więcej czasu, niż w szkole (bo wiecie, zbieranie materiału do pracy dyplomowej i takie tam *mrug, mrug*), ale Mistrz rektor, a jednocześnie opiekun Wolhy od czasu, kiedy na swoją odpowiedzialność wymusił przyjęcie biednej sieroty do szkoły magii już załatwił dla niej stabilną i dobrze płatną posadę na królewskim dworze Belorii. Ale panna Redna nie byłaby sobą, gdyby skorzystała z tak nudziarsko przewidywalnej propozycji.

To, co mnie pociąga (zarówno u Gromyko, jak i u wspomnianego we wstępie Butchera) to taka specyficzna chaotyczna przemyślność tworzonych światów. Beloria na pierwszy rzut oka wygląda jak zbiór nieprzemyślanych elementów, które autorka wrzuciła do swojego świata, bo fajnie wyglądają i inni też je mają. Ale z biegiem czasu okazuje się, że wszystko było przemyślane i ma swoje miejsce w fabule. Sama Beloria w tym tomie też zyskała jakiś szerszy kontekst w świecie przedstawionym. Niby było wiadomo, że to tylko jeden z krajów, który z kimś tam sąsiaduje i z kimś tam toczył wojny, ale teraz mieliśmy okazję poznać tych „ktosiów” bliżej i dowiedzieć się, że autorka dołożyła starań, aby mówili własnym językiem i mieli własna kulturę, a (w niektórych przypadkach) nawet własna biologię. Przy okazji uzasadnienie zyskało kilka podanych w poprzednim tomie informacji (i nie, nie wygląda to na pośpieszne doklejanie właśnie wymyślonych wyjaśnień, wręcz przeciwnie) oraz okazało się, że niektóre trzecioplanowe drobiazgi pierwszego tomu mają dość kluczowe znaczenie dla fabuły drugiego. Uwielbiam, kiedy okazuje się, że autor od początku ma przemyślany cały cykl i konsekwentnie realizuje swój plan, a nie dopisuje kolejne tomy na łapu-capu.

Co do bohaterów, to właściwie kontynuujemy znajomości z poprzedniego tomu, choć pojawia się i kilka nowych. Sama Wolha nie rozwija się jakoś szczególnie – mam raczej wrażenie, że jest główną stałą opowieści, niezmienną i ukształtowaną. Co z jednej strony jest sympatyczne, bo ukształtowano ją całkiem przyjemnie, ale z drugiej… Wiecie, jakby w definicji klasycznej powieści jest ewolucja postaci (po angielsku na to mówią character development) i nie wiem, jak na dłuższą metę autorka poradzi sobie bez tego elementu. Chyba, że dalej jednak coś się zmienia. Len też dalej pozostaje takim trochę tajemniczym ni to przyjacielem, ni to kimś więcej i autorka na jego przykładzie prezentuje raczej działanie biologii gatunku niż ewolucję relacji. No ale biologia przynajmniej ciekawa. Z nowych znajomych mamy Orsanę. Mogłabym o niej kilka słów napisać, jako że na przykładzie tej postaci autorka postanowiła nieco przeinterpretować pewien znany trop, ale to byłby spoiler (doprawdy nieduży, bo podstęp Orsany jest przejrzysty nawet dla pięciolatka, no ale z drugiej strony taki miał być), a spoilerowi nie lubię.

Przyznam, że świetnie mi się czytało tę powieść, mimo drobnych niedociągnięć. Chętnie sięgnę po kolejny. Podoba mi się ta konwencja.

Książkę otrzymałam od Papierowego Księżyca. 
 

Tytuł: Wiedźma opiekunka
Autor: Olga Gromyko
Tytuł oryginalny: Ведьма-хранительница
Tłumacz: Maria Makarevskaya
Cykl: Kroniki Berolskie
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
Rok: 2017
Stron: 496

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...